niedziela, 4 listopada 2012

CHUSTKA 
odeszła  29/10/2012r. Przykro niesamowicie :( ... codziennie do Niej zaglądam, gdyż znając Ją  (niestety tylko internetowo) i Jej psotny charakterek, może zostawiła gdzieś jakieś ostatnie słowa.
Zresztą nie tylko ja tam zaglądam, tam wiecznie są tłumy.
Zastanawiam się nad losem Jasia. Gdzie On się teraz podziewa? Czy czegoś Mu nie brak? ... Oj brak, brak ... matczynego bycia. Czy Piotr w życiu Jasia będzie odgrywał nadal tak ważną rolę?
Wiele pytań się nasuwa, gdyż to takie świeże. Pytań bez odpowiedzi. Codziennie była, a tu nagle PSTRYK i zamiast Chustki jest pustka.

***
Moi chłopcy też ostatnio dogadać się nie mogą. Im Synuś bardziej lgnie do mojego partnera, tym bardziej jest odrzucany. Ciężko mi ogromnie w tej sytuacji. Nie skutkują rozmowy, nie skutkują krzyki ... może zastosowanie takiego samego zachowania w stosunku do jego córki da porządane skutki?
Najsmutniejsze jest to, że widać jak złośliwie podchodzi do mojego Syna. Bardzo często jak nie zareaguję, to nie powiedzą sobie ,,dzień dobry" na przywitanie lub ,,dobranoc". Nic ich nie łączy, tylko raz w ciągu tych 4 lat zaproponował, że go weźmie na rajd quadów. Wyjazd po minie Syna był raczej nijaki. Jak się później okazało w ogóle się do niego nie odzywał/ Niczym do siebie nie zachęca dziecko, nie planuje wspólnego czasu. Sama nie wiem co dalej?
Już nie raz było wszystko na ostrzu noża, kłótnie, rozmowy i ciągle prosił o czas.
Nie wiem czy nie potrafi czy po prostu już nie umie? Może to wychowanie z domu dziecka?
Najbardziej boli, to, że z innymi dziećmi potrafi zamienić choć zdanie, z O. już nie potrafi. Zazwyczaj coś burknie pod nosem i myśli, że wszystko jest w porządku. Ale nie tędy droga.
Żeby chociaż się starał, ale ja nie widzę, aby choć trochę próbował.
W tym roku nawet nie obchodził z nami urodzin Syna. Nie złożył Mu życzeń, pomijając jakikolwiek podarek. Stwierdziłam więc: ,,Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" - nie będę dłużna, bo co roku ja pamiętam o urodzinach, Mikołajkach i Świętach dla jego córki. W tym roku ni chu, chu.
Ponarzekałam trochę, ale jakoś mi lżej. O!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz